Jarku, nie byliśmy jakimiś bardzo bliskimi znajomymi. Nie spotykaliśmy się często – ot, znajomość zawodowa… A jednak byłeś dla mnie kimś wyjątkowym. Kimś, od kogo zawsze emanował optymizm i pozytywna energia. Po każdym spotkaniu z Tobą byłem jakiś… weselszy? Spokojniejszy? Wewnętrznie uśmiechnięty?

Zawsze cieszyłem się na możliwość spotkania z Tobą – tak jak wtedy w Gdańsku, kiedy opowiadałeś, że Ciebie – Warszawiaka Gdańsk zauroczył. Opowiadałeś mi o tym mieście i o jego mieszkańcach w taki sposób, że sam „zachorowałem” na Gdańsk. Ilekroć tu jestem, to nie wyobrażam sobie, że nie pójdę na indyjskie jedzenie do knajpki, do której zaprosiłeś mnie na obiad…

Zawsze liczyłem na bardziej prywatne spotkanie z Tobą w Gdańsku, do którego – od kiedy spotkałem się w tym mieście z Tobą (jeszcze w OTAGO) – co rok przyjeżdżam na urlop… przez kolejne lata jakoś się nie udawało… teraz już wiem, że nie uda się wcale.

Wielka szkoda. Będzie mi Ciebie, Twojego uśmiechu i tej Twojej pozytywnej energii brakowało.